• twoalice.com

Niech 60 minut mocy będzie z Wami!

Siedzisz w domu z dzieckiem to możesz posprzątać. Aha, znacie to? No właśnie. Wszyscy Ci, którzy tak uważają, nie mogą mieć dzieci, prawda? Sprzątanie z maluchem u boku jest przecież jak jedzenie ciastek w trakcie mycia zębów :) Składamy ubrania do szafy, dzieci je wyjmują. Myjemy lustro, dzieci od razu je brudzą. I tak w koło Macieju. Podobnie rzecz się ma z odkurzaniem. Gdy wydaje nam się, że odkurzyliśmy całe mieszkanie, odwracamy się i... pierwszy pokój od którego zaczynaliśmy, już woła o poprawkę. Za każdym razem scenariusz się powtarza. Jednym słowem lekko nie jest, przynajmniej u nas. I właśnie określenie „lekko” jest tu kluczowe i ma naprawdę bardzo duże znaczenie.

Ile razy potrzebowaliście odkurzacza tylko na chwilę, tylko na momencik, a tu igły się posypały z choinki (małe nawiązanie do minionych świąt), a tutaj okruszki na sofie, mimo, że kanapka jedzona na talerzyku, a tu proszę Pani, proszę Pana coś się rozsypało, no samo się rozsypało... przykładów można mnożyć bez liku.

I co wtedy? No aż się prosi o szybkie „odkurzanko”, ale jak mam pomyśleć o targaniu tego pudła, schylaniu do gniazdka, przewracaniu się potem przez przewód, ciągnięcia tego zestawu za sobą, brrr. Na samą myśl już się nie chce. I co? I tracimy czas na mozolne sprzątanie, szczoteczka , ściereczka, nudy, kto tego nie zna. Co począć, jak żyć?

Ba, okazuje się, że jest recepta, trzeba tylko trochę zaufać i dać komuś, a dokładniej, czemuś - szansę!

MALEŃKI, JESTEŚ WIELKI! W rzeczywistości byłam trochę podejrzliwa wobec odkurzaczy tego typu. No bo umówmy się, jak coś takiego i to jeszcze na baterię może sobie poradzić z codzienną, niejednokrotnie niełatwą harówką! Z jednej strony moje obawy, a z drugiej głos w głowie podpowiadający - zaryzykuj, zobaczysz, że będzie nareszcie lżej, ten sprzęt da radę. No cóż, perspektywa wygody i ułatwienia sobie życia była silniejsza, więc szybko zrzuciłam z ramienia diabła z obawami. Jeszcze tego samego dnia, wieczorem (tak, tak, jestem niecierpliwa) rozpakowywaliśmy nasz bezprzewodowy odkurzacz. Mały wariat z trzema prędkościami, dwiema elektroszczotkami i... wbudowanym w jedną z nich podświetleniem odkurzanej powierzchni, a co! Zatem usiądźcie wygodnie, zaczynam swoją historię z happy endem, a w roli głównej Philips SpeedPro Max FC6823 :)

CO MY TU MAMY DLA MAMY? Może jestem dziwna, ale zawsze zwracam uwagę na to jak to co kupiłam jest zapakowane. Tu moje poczucie estetyki zostało właściwie zaspokojone. Przyjemność rozpakowania zostawiam Wam, a ciekawość zawartości zaspokoję zdjęciem poniżej.

Dwie elektroszczotki, jedna, ta większa, czerwona, obrotowa, bardzo łatwą nią nawigować w trudno dostępnych miejscach, drugą najlepiej podłączyć do odkurzacza ręcznego – idealna do miękkich powierzchni oraz do usuwania sierści i włosów. Rura, która prócz tego, że pełni funkcję przedłużki, dodatkowo zakończona jest szczoteczką do odkurzania różnych zakamarków.

A kiedy uznamy, że pora na odkurzanie reszty mieszkania, jednym ruchem zamieniamy rurę ze szczotką na rurę w którą wpinamy nasze elektroszczotki.

Domyślam się, że wyposażenie nie jest dla Was jakimś specjalnym zaskoczeniem i może nawet sami macie podobne obecnie, ale z mojego, już kilkumiesięcznego doświadczenia powiem Wam, że te końcówki są świetnie zaprojektowane i pomyślane chociażby w tak ważnej kwestii jak czyszczenie ich z włosów, czy sierści zwierząt. Za tę funkcjonalność naprawdę duży plus, proste rozwiązanie, a jak ułatwia codzienną eksploatację.

Cała procedura wyjmowania szczotek jest bardzo intuicyjna, prosta i szybka. Powyżej mała, a poniżej duża elektroszczotka. Aż się chce odkurzać i czyścić. Lekko i przyjemnie.

WAGA PIÓRKOWA Urządzenie sprawia wrażenie solidnego i idealnie zaprojektowanego. Po moim długim użytkowaniu stwierdzam, że tak właśnie jest. Niejednokrotnie w trakcie sprzątania zdarzyło mi się uderzyć odkurzaczem w różne sprzęty, a szczotki cały czas poddawane są ciężkim próbom i nic złego nas nie spotkało. Pamiętać tylko należy o regularnym czyszczeniu, dbamy by zbiornik na odpady nie był przepełniony i wszystko powinno działać sprawnie tak jak u mnie. Po wyjęciu z pudełka pierwsze co zaskakuje to waga. Oczywiście na plus! Cały sprzęt waży niewiele, bo 2,5 kg, a dodatkowo jego ciężar rozkłada się tak sprytnie, że sprzątając nie obciążamy nadgarstka.

Bardzo łatwo i lekko nim się manewruje, obracające się wewnątrz końcówek szczotki bardzo pomagają odkurzanie dywanów dodatkowo wymiatając z zakamarków kurz.

Większa składa się z miękkiego i twardego włosia i dodatkowo posiada silikonowe lamelki, dzięki którym zbieramy kurz i bardzo drobny brud. Większa szczotka posiada te lamelki z każdej strony, dzięki temu możemy sprzątać naszym odkurzaczem w każdą stronę, do przodu, do tyłu i na boki. Jednym zdaniem, żaden brud nie wydostanie się spod takiej szczotki. I o to chodzi w tym żmudnym codziennym odkurzaniu. I jeszcze jedna ważna uwaga. Głowice zrobione są w taki sposób, że nie rysują odkurzanych powierzchni. Znajdują się na nich delikatne materiałowe paski, które neutralizują ewentualne tarcia plastiku o podłogę.

OŚWIEĆ MNIE Przy okazji muszę wspomnieć o czymś, o czym ktoś powie, e tam, taki „bajer”. Otóż ten „ktoś” nie wie jak bardzo ten bajer potrafi być przydatny. Odkurzacie pod kanapą, stołem szafą i czasem nie widać co tam się czai, a może to myć ulubiona figurka dziecka, aha, ten płacz po stracie, a może jak macie szczęście to nawet 5-złotowa moneta. No właśnie, szkoda, żeby została niepotrzebnie wciągnięta. Zatem świecimy i widzimy! Sami zresztą zobaczcie różnicę.

NIECH MOC BĘDZIE Z TOBĄ Taki odkurzacz to nie odkurzacz. Haha, jak przypomnę sobie siebie jeszcze jakiś czas temu, to śmieję się, ale... z siebie. Z mojej niewiedzy wynikającej głównie z uprzedzeń. Jestem bardzo zaskoczona, jaka pomimo niepozornej wagi i budowy tego sprzętu, drzemie w nim ogromna moc. Siła ssania jest zadziwiająco duża! Warto podkreślić, że do wyboru mamy aż trzy moce ssania. Trzeci, to tak zwany bieg turbo. Wtedy robi się głośniej, ale za to odkurzacz uwalnia z siebie ogromną siłę ssania. To głośniej, to i tak ciszej niż przy moim „starym” przewodowym o mocy 1600 W.

Siłę ssania zmieniamy skokowo, przyciskiem, który zawsze kiedy odkurzamy jest pod kciukiem, zatem, muszę przyznać to też mądrze przemyślane, jak to, że kiedy już włączymy daną prędkość, to nie musi- my na stałe trzymać przycisku, jak to bywa w innych markach :) Siła ssania jest oczywiście naturalnie powiązana z wydajnością baterii. A ta również zasługuje na uznanie. Czemu? A no chociażby dlatego, że po pełnym naładowaniu spokojnie wystarcza na 60 minut pracy. Nie wiem jak wielkie macie mieszkania czy domy, my mamy średniej wielkości trzypokojowe mieszka- nie i nigdy nie zabrakło nam energii (nie mam na myśli naszej wydolności fizycznej), aby odkurzyć nasze całe M. Jedynie tryb „turbo” sprawia, że bateria szybciej się rozładowuje. To oczywiście normalne, ale szczerze mówiąc maksymalnej mocy nie używamy przez cały czas odkurzania, nie ma takiej potrzeby, bo dwa „biegi” w 99% spokojnie wystarczają zapewniając efektywne sprzątanie.

Nad przyciskiem zmiany siły ssania znajduje się wyświetlacz, który w procentach podaje nam pozostałą energię baterii, dzięki temu zawsze możemy ocenić siły sprzętu na zamiary.

DO DZIEŁA! Zaczynamy zabawę, czyli czy można Pana Odkurzacza poprosić do tańca? A muszę Wam powiedzieć, że prowadzi bardzo dobrze. Lekko, to już wiecie, a przy okazji doskonale zbiera to co ma zebrać. Pamiętam jak na początku przygody robiliśmy test na rozsypaną i lekko wtartą w nasz dywan sól. Odkurzyliśmy naszym starym odkurzaczem, po czym kiedy uznaliśmy, że chyba wszystko zostało zebrane, to postanowiliśmy to samo miejsce „przeciągnąć” nowym sprzętem i ku naszemu zdziwieniu wpadło trochę ziaren soli, ale co nas wprawiło w osłupienie, to to, że przy okazji zebraliśmy całkiem sporo kurzu, który wirował w cyklonie pojemnika jak szalony. Sól jak sól, teoretycznie została odkurzona przez stary sprzęt, ale kurz był dla nas sporym zaskoczeniem!

Dwie elektroszczotki w zupełność wystarczają, częściej korzystamy z dużej, mniejsza sprawdza się kie- dy chcemy odkurzyć miejsca gdzie trudniej zmieścić się dużą lub kiedy chcemy na szybko „przelecieć” podłogę żeby zebrać okruchy np.: przy szafkach kuchennych i pod drzwiami lodówki...

oraz kiedy chcemy odkurzyć na szybko kanapę. I to jest jedna z największych zalet tego modelu. Po odłączeniu dużej rury odkurzacz zamienia nam się w mobilną wersję, którą z łatwością wyczyścimy wnętrze samochodu czy tak jak u nas, kanapę kiedy na szybko potrzebujemy zebrać okruchy. Powiem Wam, że ta wygoda i luksus wart był wydanych na niego pieniędzy!

PRAWDZIWY ODKURZACZ POZNAJE SIĘ PO TYM... JAK KOŃCZY :) Tak, tak, nie ma co się uśmiechać pod nosem. Co mi po odkurzaczu, którym sprząta się bajecznie i pro- sto, ale jego czyszczenie przyprawia mi kolejne siwe włosy? Na szczęście w przypadku tego modelu jest inaczej. Czyszczenie (jak już wiecie) i opróżnianie tego odkurzacza jest bajecznie proste.

Pojemnik zdejmujemy z bazy naciskając jeden przycisk, lekko podważamy pokrywkę i wysypujemy cały zebrany brud. Najlepiej jest oczyszczać pojemnik po każdym, dłuższym użyciu odkurzacza. Ale, wiem jak to w życiu bywa i czasami lenistwo z nami po prostu wygrywa dlatego na pojemniku zaznaczony jest maksymalny poziom na zabrudzenia, którego nie powinniśmy przekraczać. Tych zaleceń producenta już należy przestrzegać.

Pod pojemnikiem jest filtr antyalergiczny, dzięki któremu powietrze które wydostaje się z odkurzacza jest czyste i pozbawione alergenów. Pod spodem obudowy bazy znajduje się metalowy styk, przez który ładowany jest nasz odkurzacz.

Po skończonej pracy „odwieszamy” nasz sprzęt na stację dokującą na stałe podłączoną do gniazdka. Dzięki temu gdy tylko skończymy go używać i pozostawimy na stacji, on automatycznie przygotowuje się do kolejnego zadania! My znaleźliśmy miejsce na stację ładującą w szafie. Jest dyskretnie ukryta, ale i łatwo dostępna. Tam również trzymamy dodatkowe elementy, dzięki czemu wszystko mamy zawsze pod ręką.

JAK POZNAĆ, CZY TO TEN JEDYNY? Jeżeli czytając ten tekst zadajecie sobie takie pytanie, to spieszę z odpowiedzią. Nasz model (SpeedPro Max FC6823) jest dla wszystkich osób, które cenią wygodę i lubią ułatwiać sobie życie. Nie wiem jak inne bezprzewodowe odkurzacze na rynku, ale nasz spokojnie zastąpił nam odkurzacz „na kablu”. Cieszymy się nim ponad pół roku i nie mamy żadnych zastrzeżeń. Nie zauważyliśmy też, żeby spadła jakość baterii, bo takie też mieliśmy obawy, że po kilku miesiącach może być różnie, póki co jest idealnie. Dbamy o niego, czyścimy szczotki z włosów, nie dopuszczamy do przepełnienia zbiornika. Philips sprawił, że nie traktujemy odkurzania jak swego rodzaju rytuału, raz czasem dwa razy w tygodniu. Kto tego nie zna, wyjmujemy wielkie pudło na kółkach, wkładamy rurę, do niej podczepiamy końcówkę, szukamy wolnego gniazdka. Po co się męczyć... Teraz zdejmujemy całość ze stacji i odkurzamy, no ewentualnie zmieniamy końcówkę i tyle. Po kilku odkurzaniach opróżniamy zbiornik. Ale wygoda! A do tego jest lekko i poręcznie. To wszystko składa się na zmianę nawyków związanych ze sprzątaniem. Odkurzacz zmienił nam się w wygodne urządzenie, a czynność odkurzania nie kojarzy się już z wysiłkiem fizycznym.

CZERWONY JAK... Wszystkie tego typu odkurzacze mają szalone kolory i swoim wyglądem przypominają gadżety z filmów Sci-Fi. Zawsze, gdy biorę go do ręki czuję się jak bohaterka filmu „Pogromcy duchów”. Nasz Philips jest pięknie czerwony i nie da się go pomylić z żadnym innym odkurzaczem dostępnym na rynku. A to ważne, nie tylko wśród odkurzaczy, aby wyróżniać się z tłumu i być charakterystycznym, prawda? Polecam Wam ten model, a właściwie wygodę, funkcjonalność i luksus jaki Wam podaruje :)

#PhilipsSpeedProMaxFC6823 #odkurzacz #odkurzaczbezprzewodowy #test #recenzja #odkurzaczpionowy #philips #poradnik

6,682 wyświetlenia